Osobny rozdział stanowią moje doświadczenia z psami ze schronisk dla bezdomnych zwierząt. Nie będę opisywać tego
przybytku. Jedni znają warunki tam panujące, inni powinni wszystko zobaczyć na własne oczy. Może wtedy niektórzy
wstrzymaliby się z wyrzuceniem na bruk niechcianego psa. Pies, zanim trafi do schroniska, czasami długo wałęsa się
po okolicy. Żyje jak bezdomny żebrak i przyzwyczaja się do pewnego rodzaju swobody. Zdarza się, że potem, zamiast
czuć wdzięczność do nowego właściciela, woli pognać "w siną dal". Mieliśmy takie doświadczenia. Z pewnością
resocjalizacja psa, który zdobył własne, a ukryte przed nami doświadczenia życiowe, jest trudna i musi być
rozłożona w czasie. My tak sobie trochę myślimy, że biorąc bezdomnego psa do siebie, dając mu serce, ciepły kąt
i smakowitą strawę, już zasłużyliśmy na jego przyjaźń. Oczywiście, że tak, ale nie zaraz. Nasz nowy domownik
musi wszystko przemyśleć. Tak, właśnie przemyśleć! A stare przyzwyczajenia i skojarzenia nie łatwo mu zamienić
na nowe.
Gdy byłam jeszcze dzieckiem zapragnęłam psa ze schroniska. Wybrałam się tam z matką i wybrałam opasłą,
łaciatą sukę. Mama zauważyła ze zdziwieniem, że wskazałam na najbrzydsze - jej zdaniem - zwierzę wsród
wszystkich które obejrzałyśmy. Zaczęłam błagać:
- Mamusiu, weźmy tę suczkę, bo takiej brzyduli chyba nikt inny nie zechce przygarnąć.
Oczywiście wzięłyśmy.
Ciąg dalszy "Doświadczenia z psami ze schronisk dla bezdomnych zwierząt" »
Ostatnie komentarze