Z życia wzięte

Hani, która dzielnie towarzyszyła mi przy remoncie i była świadkiem moich wysiłków, wpis ten dedykuję.

Ktoś by pomyślał: phi! Pies na kanapie, przecież to zupełnie jak u nas, czym tu się chwalić! A jednak chyba jest o czym napisać, niech świat się dowie, jak to razem z Hanią remontowałyśmy salon.

Jeszcze przed rokiem takie wyczyny jak malowanie ścian, sufitu, okien, kaloryferów, etc. nie przychodziły mi nawet w snach na myśl. Remonty robił Naczelny, moja rola ograniczała się do pomocy przy sprzątaniu po takich akcjach i narzekaniu “kiedy wreszcie skończysz”. Piotra  niestety  nie ma, nie wróci, mnie pozostał trudny do opisania żal i smutek, ale ludzie mówią, że życie toczy się dalej, że trzeba, że się musi. No to się staram jak mogę.

Zielony kolor salonu już od dawna mnie przygnębiał, wiedziałam, że tylko zmiana koloru ścian może mnie uratować. Przygotowania do remontu trwały długo. Fachowa literatura, poradnictwo z internetu, tudzież własne przemyślenia w końcu dały mi zielone światło do startu w malowanie. Nie wszystko udawało się według instrukcji ludzi z branży malarskiej. No bo jak tu zdjąć lampy, które potem trzeba będzie zawiesić. A może w kostkach jest prąd i mnie zabije? Lampy więc zostały owinięte troskliwie folią.

Listwy podłogowe Naczelny odkręcał, gdzieś wynosił i po malowaniu przynosił czyste i odświeżone. Ja wybrałam moją wersję z folią.

Taśma klejąca do ścian i sufitu, aby je rozgraniczyć. Ponoć miała się nie przyklejać do ściany na amen. Nie przykleiła się,  ale zlazła wraz ze świeżą farbą, odsłaniając poprzednią, ohydną zieleń. Telefon do sklepu przez łzy: “przecież taśma miała odejść bez farby, a tu…” i odpowiedź; “bo trzeba poczekać aż farba wyschnie i dopiero…”. Ok, rozumiem, dziękuję, biorę się za to od nowa.

A gips ktoś z Was może rozrabiał, bo u mnie trochę dziur w ścianach po psich zębach było. A czy można tą samą farbą pomalować drzwi, okna i grzejniki? A jaki rozpuszczalnik do jakiej farby? A czym się różni wiertło do muru od wierteł do metalu i drewna (trzeba było powiesić rurkę do zasłony) I takich pytań było niepoliczalnie wiele. Na te i setki innych cierpliwi ludzie mi odpowiadali. Dzięki wielkie im!

Było, ale się szczęśliwie skończyło. Jest jasno, tak jak chciałam. Hania nie opuszczała mnie przy malowaniu ani na moment. Zachwytu w jej oczach co prawda nie widziałam, ale zrozumienie tak. Bo skoro pańcia tak się stara i walczy, to chyba tak być musi. Moja dobra, kochana suka.

Jeśli chcecie, popatrzeć na chaos mojego remontu to zapraszam do zdjęć. To już szczęśliwie historia zmagań.

Do następnego razu
Wasza Marta

P.S. Zapomniałam o czymś ważnym, najważniejszym. Ikonka wyszła za mąż za Nucleara. Będą psie dzieci! Już się na nie cieszę!

Share

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Danka Recent comment authors
Danka
Gość
Danka

ważne że Hania pomagał.
I do przodu.

pozdrawiam
Danka