Harcerstwo nad morzem

Harcerstwo. Któż z nas nie otarł się o nie, lub nie spędził w jego objęciach niepowtarzalnych chwil? Część myśli krąży przy mężnych zuchach, albo dla odmiany przy harcerkach – o nie jednym imieniu. Ale to tylko te sprośne. I nie mają one znaczenia pośród wspomnień i przeżyć, dotyczących zgoła czegoś innego oraz – a jakże – dużo poważniejszego i cenniejszego.

W górach nad morzem niespodziewanie, niemal podstępnie, powstał – póki co nieformalnie, ale jednak – nowy hufiec. Drużynowego nie mianowano, a na objęcie tego zobowiązującego stanowiska, jakoś nikt się nie pcha, choć w kuluarach wiadomo to i owo. Wszyscy za to przejęci rolą i … w natłoku, bynajmniej sumiennego i pieczołowitego zdobywania sprawności. Mimo różnic wieku, oraz osobistych predyspozycji, harcerstwo kształtuje. Morcheeba – od zawsze – zaintrygowana specjalizacjami z zakresu socjologii, cyzeluje kolejne przypadki. Bros – takie sprawia wrażenie – powodowany młodością, zapoznaje się z wszystkim na raz, i to w takim tempie i z taką intensywnością, że aż trudno nadążyć. Pocoyo za to, dla odmiany, gustuje w aspektach ekstremalnych, wręcz niemożliwych, za to wyraźnie oddzielonych relaksem przez duże R. Wstępne wyobrażenia o niezbędnym zakresie wtajemniczenia, szybko okazują się płonne i dalece niedostateczne. Pakiet podstawowych umiejętności, to ledwie muśnięcie aspektu samokształcenia i wobec realnego zaangażowania w harcerstwo, nie warty wspominania. Bros bowiem chłonie wszystko z subtelnością czołgu, nie zwracając uwagi na drobiazgi, czy ogólnie przyjęte konwenanse. Isia równie niepokornie ciekawa, mimowolnie koncentruje eksplorację z dala od banałów, eksperymentując w odległych rewirach dziewiczego terenu, dla których sprawności trzeba dopiero opisać, sklasyfikować i co by nie było – wymyślić. Mo konsekwentnie sprawdza, jak to wszystko jest zrobione, rozszerzając horyzont twardego gruntu pod nogami, deprecjonując ogólniki, a w zamian dopieszczając szczegóły do granic możliwości, z taką precyzją, że najlepszy jubiler, to przy niej prosty rzemieślnik. Stąd zdobywanie kolejnych sprawności, wygląda na wyścig pod wyraźną presją czasu.

Harcerstwo zobowiązuje. Zaangażowanie jest maksymalne, bez chwili wytchnienia i bez żadnych wyjątków. Idea jest tak słuszna, a aspekt zdobywania sprawności tak ważny, że jeśli ktokolwiek podważa ich sens, nie powinien podejmować się opieki nad psem. Zarówno ja i Wiola, a także Olga z Patrykiem, ze szczerym i bezinteresownym oddaniem zdobywamy kolejne umiejętności, bo nasze psiaki harcują aż miło. Czuwaj!

Share
Posted in: