Siedem dni z dziećmi Niny

Zima, śnieg i mróz. Nina patrzy przez okno na zaśnieżone gałęzie jabłoni. Widać, że chciałaby pobiegać i potarzać się w śniegu, ale rozsądek zwycięża nad chęcią szaleństw i tak szybko jak wybiega na dwór, równie szybko wraca. Wiadomo, że dzieci są najważniejsze. Ładnie się nimi zajmuje, z wielkim oddaniem, ale też i spokojem. Odnoszę wrażenie, że niejedna ludzka mama mogłaby się tego spokojnego macierzyństwa od Niny nauczyć.

Szczenięta podrosły i wyraźnie się zaokrągliły. Większość doby przesypiają, lecz gdy nie śpią, to przemieszczają się wzdłuż i wszerz kojca. A kojec jest świetny. Długo przymierzałam się do jego kupna, nie mogąc się zdecydować na wielkość. W końcu kupiłam i… nie dałam rady złożyć. Naciągnięcie tkaniny na stelaż znacznie przerastało moje siły. A do tego te maleńkie plastikowe śrubki, przypominające wielkością niewielką mrówkę! Kojec powędrował więc na strych do innych rupieci, poprzednie szczenięta odchowywały się w starej, mocno już wysłużonej drewnianej skrzyni, aż do dnia gdy czyjaś życzliwa i silna męska ręka złożyła nowy kojec do kupy. Materacyk uszyła przyjaciółka. No i mamy to!

Dobrego dnia!
Wasza Marta

Share
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments